15 paź 2016

Rola muzyki w moim życiu + relacja z Rawa Blues Festival

Muzyka powinna zapalać płomień w sercu mężczyzny, i napełniać łzami oczy kobiety.
~ Ludwik Van Beethoven

Muzyka towarzyszy mi właściwie od zawsze. Pamiętam jak tańczyłam z babcią do randomowych piosenek. Gdzieś w czeluściach laptopa mojej mamy istnieją też nagrania, na których zawzięcie śpiewam piosenki, których właśnie ona mnie nauczyła (moja mama jest nauczycielką). Właściwie od dziecka chciałam zostać piosenkarką i cały czas chcę. Wiem, że jeszcze daleka droga przede mną, ale uwierzcie mi, to co udaje mi się teraz osiągnąć jest rzeczą, o której nigdy mi się nie śniło.

10 października wyjechałam razem z chórem, którego członkinią jestem do Wrocławia na koncert finałowy projektu Akademia Chóralna - Śpiewająca Polska. Sam koncert odbył się 12.10.2016 r. o godz.19:00 w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu.
Prawdę mówiąc, nigdy nie myślałam, że w wieku 15 lat będę występować w moim ukochanym mieście* i na dodatek w NFM. Warto też dodać, że śpiewaliśmy przy akompaniamencie orkiestry symfonicznej, a dyrygentem był Jan Krutul.
Było to niesamowite przeżycie.. Bardzo trudno jest je opisać. Poznałam tam wiele wspaniałych ludzi m.in. Jana Krutula, który jest osobą bardzo wesołą, przekazuje on pozytywną energię wszystkim do okoła. Mam nadzieję, że nie było to nasze ostatnie spotkanie. Poznałam również świetnego fotografa. Miło jest porozmawiać z kimś kto dzieli twoje pasje i nie dyskryminuje Cię z powodu wieku. (Jeżeli jakimś cudem Szymon to czyta to pozdrawiam.)

Zdjęcia, które robił możecie obejrzeć tutaj.

Relację z tego wyjazdu, którą nagraliśmy możecie obejrzeć TUTAJ.

Nagranie z koncertu możecie obejrzeć tutaj.

*O tym, że kocham Wrocław wspominałam już w poście Back to School



ROLA MUZYKI W MOIM ŻYCIU


Czemu muzyka jest dla mnie aż tak ważna? Prawdę mówiąc, sama nie jestem do końca pewna. Mam wrażenie, że kiedy się urodziłam chciałam już zacząć śpiewać, ale niestety wyszedł z tego płacz (no co zrobisz, jeszcze nie wiedziałam co i jak). Musiałam więc trochę poczekać zanim zaczęłam już faktycznie śpiewać. Tak jak wspomniałam wyżej istnieją gdzieś nagrania gdzie malutka Ola śpiewa. Powiem wam, że całkiem dobrze mi to szło. Pamiętam bardzo dobrze jak mój brat wziął aparat i zaczął mnie nagrywać kiedy mama puszczała na odtwarzaczu piosenki, a ja śpiewałam i tańczyłam. W przedszkolu bardzo dużo śpiewałam, osiągałam liczne sukcesy w konkursach. Niestety, musiałam opuścić przedszkole i iść do szkoły.

Wtedy właśnie skończyło się wszystko poza moją miłością do muzyki. W 2013 roku dostałam szansę ponownego powrotu do śpiewu. Rodzice zapisali mnie do Ogniska Muzycznego na lekcje gry na pianinie i śpiewu. Przysięgam, że uwielbiam swojego nauczyciela i wiele mu zawdzięczam. W czasie 3 lat na jego lekcjach bardzo poprawiłam swoją dykcję oraz sam głos. Kiedyś śpiewałam tylko wysoko, a teraz mam dużą skalę i mocny głos (chociaż to i tak jeszcze nie jest to co mnie maksymalnie zadowala). 


W sumie to tak się nagadam, że kocham muzykę i w ogóle, ale niewiele osób wie, że wiele razy chciałam ją rzucić w cholerę i się po prostu poddać. Tyle ludzi mi mówiło, że na tym nie zarobię, nie będę miała za co żyć.. Byli to głównie nauczyciele i powiem wam szczerze, że było to dla mnie bardzo bolesne. Patrząc na to z perspektywy czasu stwierdzam, że niepotrzebnie się tym przejmowałam. Teraz kiedy ktoś mi mówi, że na fotografii czy muzyce nie wyżyję to mówię "A właśnie, że wyżyję" i mam to gdzieś... Jak będę chciała to znajdę pracę, jak nie będę chciała to nawet nie będę szukać. To jest moja sprawa, a nie nauczycieli. Mniejsza o to. 

Teraz mam 15 lat. Kocham muzykę całym sercem i wiem, że jestem nudna. Muzyka jest czymś co pozwala mi się zrelaksować, odciąć chociaż na chwilę od otaczającej mnie, szarej codzienności. Inspiruje mnie. 


Uważam też, że muzyka jest po to żeby łączyć ludzi. Wydaje mi się, że gdyby nie muzyka to nie przyjaźniłabym się teraz z Piotrkiem i nie poznałabym wielu świetnych osób, takich jak Kamil, Kuba czy Wiktor (których serdecznie pozdrawiam). To naprawdę wspaniałe, że mogę poznawać ludzi którzy kochają muzykę tak samo jak ja.


Prawdę mówiąc w przyszłości chciałabym być dziennikarzem muzycznym. Mogłabym wtedy zajmować się muzyką, pisaniem artykułów i robieniem zdjęć. Praca idealna. Nie jestem jednak pewna czy to będzie mój zawód. Zobaczymy, przed tym przydałoby się jeszcze skończyć liceum i studia... A ja dopiero zaczynam ostatnią klasę gimnazjum.


Na sam koniec powiem wam co najważniejszego daje mi muzyka.
Szczęście.


Po koncercie o którym pisałam wam wcześniej byłam pełna energii, mimo fizycznego wykończenia. Uśmiechałam się cały czas. Czułam się jakbym latała. Niesamowite uczucie...




RELACJA Z RAWA BLUES FESTIVAL



Czym w ogóle jest RAWA BLUES FESTIVAL?


Rawa Blues Festival – największy i jeden z najstarszych w Polsce, jeden z największych na świecie, festiwal muzyki bluesowej. Od początku organizowany w Katowicach w hali widowiskowo-sportowej – Spodek. Nazwa festiwalu pochodzi od katowickiej rzeki Rawy. Twórcą i organizatorem festiwalu jest Ireneusz Dudek – polski muzyk bluesowy. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się na przełomie kwietnia i maja 1981. Podczas I Ogólnopolskich Spotkań z Bluesem Rawa Blues, bo taką wtedy nosił nazwę ten festiwal, organizowano imprezy w śląskich klubach: Akant,KwadratyMedykPuls i Wahadło, a na scenie znaleźli się m.in. Elżbieta MielczarekPaweł OstafilDżem i Easy Rider. Przez kolejne lata, również w stanie wojennym, na scenach pojawiali się wszyscy najważniejsi polscy wykonawcy bluesa. Do 1991 lokalny festiwal bluesowej muzyki głównie krajowych zespołów. Od 1992 festiwal zyskał miano międzynarodowego dzięki staraniom twórcy festiwalu prezentując liczących się wykonawców zagranicznych. Koncerty w hali Spodka w 1992 roku zgromadziły około 10 000 słuchaczy, a od tego czasu na festiwalu regularnie można spotkać gwiazdy światowego bluesa.


W dniach 30.09-01.10 odbyła się 36 edycja Rawa Blues Festival.

30 września w siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR) wystąpili:

Corey Harris 

Osoba wesoła, której uśmiech praktycznie nie znika z twarzy. Świetnie się go słuchało i oglądało. Bardzo chętnie bym to powtórzyła.

Keb' Mo' & NOSPR

Muszę przyznać, że połączenie blues'a i muzyki symfonicznej bardzo przypadło mi do gustu i chętnie bym czegoś takiego znowu posłuchała. Jeżeli tylko pojawi się jakieś nagranie z tego dnia to je wam tutaj podlinkuje. Ja żadnego nie posiadam (zresztą tak samo zdjęć), ponieważ nagrywanie i robienie zdjęć tego dnia było zabronione w czasie trwania koncertu. 

Tak prawdę mówiąc, nie mam nic więcej to powiedzenia na temat pierwszego dnia festiwalu. Wszystko było super oprócz tego, że obok mnie siedziała pani, której kompletnie nic nie pasowało. Przed nami stały kamery, panowie operatorzy tłumaczyli jej, że oni sami nie wiedzieli bardzo długo gdzie będą stać, ale wiecie jak jest. Nie wszyscy są w stanie zrozumieć co się do nich mówi. W każdym bądź razie była niesamowicie oburzona i cały koncert siedziała niezadowolona. Nie mówię, organizatorzy powinni o to zadbać, ale dlaczego jakoś ja albo mój tata potrafiliśmy to przemilczeć i jakoś nie lataliśmy za nikim o reklamacje.. 



1 października w Katowickim Spodku wystąpili:


Na bocznej scenie odbywał się konkurs "mniejszych" zespołów, ten który wygrał grał później na scenie głównej. W tym właśnie konkursie udział wzięli:


-Black Bee
-Black Job
-Blues Drawers
-Elephant's Escape
-Forsal
-Jurajski Oddział Bluesowy
-Levi
-Pokój Numer 3


Na scenie głównej od godziny 15:00 grali:

-F*uck the People
-Hot Tamales
-Cheap Tobacco
-Joe Colombo feat. Kasia Skoczek
-Krzysztof Głuch Oscillate
-Janusz Hryniewicz

-Shakin' Dudi

-Toronzo Cannon

-Albert Lee

-Shemekia Copeland

-JJ Grey & Mofro

-Dżem


Wraz z moją rodzinką do Spodka dotarłam kiedy na scenę wchodzili Shakin' Dudi.

Shakin' Dudi to pseudonim artystyczny Ireneusza Dudka, który jest głównym organizatorem całego festiwalu. 65 letni, pełny energii, łysy pan w okularach. Zrobił na mnie wielkie wrażenie. Nie wiem co mi się najbardziej podobało. Prawdopodobnie jego energia i zaangażowanie w cały ten festwial. Najbardziej rozbawił mnie moment kiedy publiczność domagała się bisu po koncercie JJ Grey'a & Mofro. Prowadzący festiwal Jan Chojnacki próbował ją uspokoić, ponieważ na scenę miał zaraz wejść Dżem, a ekipa techniczna zajmowała się już zmianą instrumentów. W tym momencie na scenę wbiegł Irek, powiedział coś Janowi na ucho i już po chwili dowiedzieliśmy się co. "Dyrektor mówi: Sramy to! Niech grają!". Niestety okazało się, że nie ma już takiej możliwości, ponieważ wymagałoby to ponownego podłączenia wszystkich instrumentów...
Inna zabawna sytuacja: 

Irek bierze do rąk skrzypce i mówi: "Kiedy byłem mały przychodził do mnie profesor i uczył mnie grać muzyki klasycznej. Ale się nie nauczyłem."*



*Pisałam to z pamięci, mogłam przekręcić jakieś słowa, ale sens całej wypowiedzi został zachowany.


Następnie na scenie pojawił się Toronzo Cannon.

Toronzo przed rozpoczęciem swojej przygody z Bleusem grał Reagge. Ma 48 lat i jak większość ludzi występujących na Rawie niesamowitą energię. Po koncercie wyszedł spotkać się z fanami, a jego płyty od razu się wyprzedały. Kiedy szłam do niego po autograf byłam bardzo zestresowana i niestety mój angielski zawiódł. Mimo tego dogadałam się z nim, ale przyznam, że było mi niesamowicie wstyd. Toronzo chyba zauważył, że mam mały problem wynikający ze stresu więc zaczął mówić wolniej i wyraźniej niż na początku. Uśmiechał się i starał mówić jak najprościej. Bardzo miły człowiek.


Albert Lee


Legenda. Tak właśnie najłatwiej określić go jednym słowem. Muzyk poprowadził na festiwalu specjalną klinikę dla gitarzystów. Niestety, Albert nie przypadł mi do gustu. Nie mam w sumie nic więcej ciekawego do powiedzenia na jego temat...


Shemekia Copeland


Niesamowicie ciepła, wesoła i charyzmatyczna kobieta z niesamowitym głosem. Wiele bym dała żeby śpiewać jak ona. Myślę, że każdym kto był na Rawie w tym roku się ze mną zgodzi.
Shemekia powaliła wszystkich na łopatki kiedy zaczęła śpiewać bez mikrofonu i na całej hali było ją bardzo dobrze słychać. Zbierałam szczenę z ziemi, poważnie... Nie wiem skąd wytrzasnęła taki głos, ale bardzo chętnie się dowiem. Bardzo podobało mi się to, że w przerwach między piosenkami opowiadała rożne historie, rozmawiała z publicznością i po każdej piosence uroczo mówiła "Dziękuję". Po swoim koncercie wyszła do publiczności razem ze swoimi gitarzystami. Oczywiście ruszyłam żwawo do kolejki. Sprawdziłam z tatą na stoisku czy przypadkiem są jeszcze jej płyty, ale stwierdziliśmy, że już ich nie ma... Ustawiliśmy się w kolejce z naszymi biletami (tak jak zrobiłam to w przypadku Toronzo). Później okazało się, że jej płyty jednak są więc zakupiliśmy jedną i znowu ustawiłam się w kolejce. Tym razem poprosiłam też o autograf Corey'a, który występował dzień wcześniej, a siedział obok Shemekii. Kiedy z nim rozmawiałam byłam już spokojniejsza więc poszło mi dużo lepiej, jest naprawdę ciepłym człowiekiem. Później poprosiłam o autograf Shemekie, a na sam koniec jej gitarzystów, którzy mi podziękowali za to, że w ogóle poprosiłam ich o autograf. Uważam, że było to bardzo miłe z ich strony. 


JJ Grey & Mofro

Na ich temat nie bardzo chcę się wypowiadać, ponieważ połowę ich koncertu spędziłam na czekaniu w kolejce do Shemekii. Mimo wszystko sam koniec ich występu średnio mi się podobał, chociaż jak wspominałam wcześniej publiczność domagała się bisu.



Dżem


Kocham ten zespół z całego mojego serduszka. Niestety zawiodłam się na ich występie podczas Rawy Blues. Kiedy byłam na ich koncercie solowym, że tak to nazwę, byłam zachwycona i chciałam więcej. Tym razem tak nie było i jest mi z tego powodu bardzo przykro.. To nie tak, że tylko mi coś nie pasowało, mam wrażenie, że na mało kim udało im się zrobić wrażenie. Oczywiście wnioskuję to po zachowaniu publiczności, która właściwie przez cały festival była bardzo energiczna, wesoła.. Podczas koncertu Dżem'u jakoś tak.. przygasła.







Dziękuję wam za przeczytanie tego posta i zachęcam do pozostawiania swoich przemyśleń na temat muzyki w komentarzach.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz